Cały dzień zwiedzamy Chiang Mai. Jest tu prawie tyle świątyń ile w Bangkoku, a miasto nieporównywalnie mniejsze. Idąc przez miasto co kawałek stoi jakiś Wat lub Chedi. Wszystkie piękne, kolorowe, z niesamowitymi rzeźbami i detalami. Dużo złota i żywej czerwieni, rzeźbione smoki, słonie, posążki Buddy i strzeliste kopułki. Zastanawialiśmy się ile czasu trwa zbudowanie takiego Watu skoro jest on tak misternie wykończony. W jednym trafaiamy nawet na ceremonię pogrzebową.
Po południu idziemy na masaż tajski (Evcia) i masaż stóp (ja) - masaże są na każdym kroku w cenie ok 150B za godzinę, a wieczorkiem chill-out w naszym ogródku z drinkiem. Jutro wybieramy sie do Chiang Rai, jeszcze dalej na północ, blisko tzw. Złotego Trójkąta, gdzie spotykają sie granice Tajlandii, Laosu i Myanmaru (dawniej Birmy).
A Zbigu jak???
OdpowiedzUsuńDał sobie coś wymasowac???